czwartek, 20 stycznia 2011

1. Pierwszy kontakt


Karina i Hilary poznały się przez Internet.


Karina: 16 lat; proste, długie blond włosy; szare oczy; jest nieśmiała, zamknięta w sobie i spokojna; jest jedynaczką; mieszka od urodzenia w Białymstoku z rodzicami, Halina i Zbigniew. Hilary poznała przez Internet. Bardzo ją polubiła, ale nie sądziła, że kiedykolwiek się poznają, gdyż jej koleżanka będąc Polką mieszka w Ameryce.







Hilary: 15 lat; proste, długie czarne włosy; najczęściej nosi ciemne soczewki; naturalny kolor oczu szary; jest otwarta; jest bardzo towarzyska, ma wielu znajomych; jest szaloną ryzykantką. Jest urodzoną Polką. Mieszka w Ameryce, w Dallas, ze względu miejsca pracy jej matki (urodzonej Amerykanki); Przyjechała do Polski na kilka miesięcy ze swoimi rodzicami, Jan i Carolina i bratem Dawidem.




 





13.00 w parku w Białymstoku. Karina i Hilary umówiły się, aby się lepiej poznać. Obie były zestresowane, ponieważ są internetowymi przyjaciółkami. 


- yy.. Hilary?
- O tak! To ja. Ty jesteś Karina, tak?
- Tak..
- Jesteś bardzo.. oł.. Wyobrażałam sobie ciebie o wiele inaczej..
- Coś nie tak?
- Nie! Skądże! Po prostu daleko odchodzić od moich domysłów. Myślałam, że jesteś jak emo.. taka cicha, jakby z obawą przed światem.
- Jestem ostrożna, zgadzam się, ale ja jestem spokojna. Boję się szaleństwa.
- Boisz się szaleństwa? Więc boisz się mnie! Ja jestem jednym wielkim szaleństwem!
- To może pomożesz mi się otworzyć na świat? Opowiesz mi coś o swoim życiu? 
-  Jestem Polką, lecz mieszkam za granicą. Uczęszczam do polsko-angielskiej szkoły, gdzie dominuje amerykańska młodzież, więc łatwiej jest mi teraz mówić w nieojczystym języku. Nie umiem usiedzieć w jednym miejscu nudząc się. Jestem odważną ryzykantką i jestem pewna siebie. Jednak.. olewam chłopaków i miłość. I fuck it..

- yy.. aha.. 
- Coś nie tak? 
- Nie, nic już.. - rzekła Karina ze zmieszaniem na twarzy. 
- Chodzi ci o te 'I fuck it'?
- Bo ja.. mnie drażnią przekleństwa. Nie używam wulgaryzmów i wolę nie zadawać się z osobami klnącymi gdy nie trzeba. 

- Aha. No trudno.. Jeśli nam zależy na nas i jeśli z tego ma coś wyjść.. Ja postaram się ograniczyć, ale ty musisz jakoś przeżyć.. Ja praktycznie mogę przeklinać cały czas.. Te słowa dokładnie wyrażają to co chce się powiedzieć. Nie rozumiem czemu są one zakazane. 
- Bo są obraźliwe.. 
- Ee tam.. pier.. to. Mogę jutro iść z tobą do szkoły? Tata zapisał mnie do tej samej co ty chodzisz, ale oczywiście inna klasa. Jestem młodsza o rok, jestem w klasie 3c, a ty..?
- 1e.. liceum.
- No tak, mówiłaś mi. Są u was jakieś ciekawe konkursy talentów lub coś? 
- Są. A czemu pytasz?
- Are you fucking kidding me?! Świetnie śpiewam i chcę to pokazać tym ludziom.. nudnym ludziom.
- Nie przeklinaj!
- Ogarnij!
- Ciebie?! 
- Spie*****j.
- Co?! 
- Już powiedziałam co chciałam. Won! 
- Ja mam stąd iść!? To ty przyjechałaś tutaj, ty jesteś gościem! Ty przyjechałaś, ty odjeżdżaj! 
- No właśnie! Jestem gościem! 
- I co z tego?
- Gościa się inaczej traktuje! Na czacie byłaś fajniejsza! Dziwna jesteś..
- Byłam fajniejsza?! No co ty. Na czacie nie używałaś wulgaryzmów!
- Wkurzasz mnie. Ty i te twoje 'inteligentne i grzeczne' słówka.. żałosne.
- Bo sama nie wiesz kiedy ich użyć! Jesteś pustą farbowaną lalą! 
- W takim razie finalizując sprawę dochodzimy do konkluzji iż ewenement jest ewidentnym paradoksem destruktywnej rekapitulacji skoligaconej z adekwatnymi arkanami pryncypialnej apoteozy. Bye. - poszła sobie.