Sobotni poranek był zwiastunem pogodnego dnia. Karinę w szpitalu odwiedzili rodzice i przynieśli jej prezent- małego pieska chiuaua. Był to malutki słodki szczeniaczek owinięty pomarańczowym kocykiem. Spał. Karina postanowiła nazwać GO 'Killer', ponieważ darzyła wielkim sentymentem małe, słodkie pieski o takim zadziornym imieniu.
Po południu, w porze obiadowej zajrzał do dziewczyny i Killera, Lukas.
- A co to jest? - spytał rozbawiony "przerażającym" szczekaniem chiuaua'y
- To jest Killer! Uważaj, bo ci jeszcze coś zrobi, taki dzikus z niego!
- Już się boję! Hehe..
- I dobrze !
- Kiedy będziesz miała zabieg?
- Jutro, liczę na twoje wsparcie.
- Taak.. Będę się za ciebie modlił w kościele w Szczecinie razem z babcią, kochanie.
- Niby co!? Jedziesz?
- No.. Ślub.
- Czyj?
- Moja kuzynka się żeni.
- Ee.. Chyba wychodzi za mąż.. Haha!
- Ciiicho.. Nie przemęczaj się.
- No wiesz co.. ! Dzięki, właśnie zapominałam, że mi w ogóle coś jest i że jestem w tym zakichanym szpitalu..
- Oj.. Ale jeszcze nigdy nikt się, aż tak o ciebie nie troszczył!
- Taa.. Poprosiłam godzinę temu o szklankę wody. Wiesz co mi odpowiedziano?
- [wzruszył ramionami]
- To nie jest koncert życzeń! Nie widzisz, żem zajęta ?! Ja na to, że sama nie mogę iść, a ona- poproś kogoś innego, a nie tylko mi ciągle głowę zawracasz!
- A to łajza!
- Żebyś wiedział. I przez godzinę nikt tu nie przyszedł, dopiero co ty.
- Yeah! Jestem twoim bohaterem!
- To idź po szklankę wody dla mnie.
- No wiesz co..
- Co proszę ?! [Killer się zdenerwował]
- Nic nic! Już idę kochanie! Z lodem czy bez?
- Zaskocz mnie.. !
- Zaraz wrócę.
Środa. Dopiero wtedy uczniowie mieli przyjść po weekendzie do szkoły, ze względów im nieznanych.Chyba jakieś uroczystości miały być, ale nie wyszło, bo radny miasta nie sypnął kasą.
- Coś dzisiaj tak spokojnie.. - stwierdziła Ans.
- No.. Jeszcze się, Sandro, z nikim nie pożarłaś, a jesteśmy już od 2 godzin w budzie. Postępy?
- A z kim mam się kłócić? Wolę zostawić energię na pannę Mushbee, niż na kujonów.
- Coś jej nie widać.. Na lekcjach jej nie było, nikt nic nie wie.
- Skąd wiesz, że nie wie? - powiedziała wrednym głosem Ans, chcąc tym się podlizać "Królowej".
- Pytałem.
- Słucham ? Kotek.. Chyba czegoś tu nie zrozumiałeś. Masz się od niej trzymać z daleka ! Rozumiesz ?! Ona cię przecież nie obchodzi, po kiego się o nią pytasz ?! Jeszcze raz taki wybryk, a pożałujesz.. ! Kotek..
- Tsa.. Chipsa?
- Weź to śmierdzidło ode mnie. Serowe?
- Nie.. Cebulowe.
- Jeszcze lepiej.
- A ja wezmę! - zaprotestowała Ans.
- Masz. Przynajmniej ty nie zgrywasz chodzącej panny "idealna czystość"..
- Wypraszam sobie ! Norbert, weź się ogarnij.. ! [wstaje]
- Boże, no gdzie leziesz?
- Zapalić.
- Siadaj.
- Nie? Daj mi spokój, chodzę jak na szpilkach..
- Co się dzieje? - odezwała się z pełnymi ustami Ans.
- Ohyda, jak wy możecie to jeść! Nic się nie dzieje, o to chodzi. Nic się nie dzieje.
- Chodząca bomba! - zażartował "Król"
- Dla ciebie, może być nawet seks-bomba! - dopiero po wypowiedzeniu tych słów zorientowała się, jak bardzo to było żenujące. Aby ukryć zakłopotanie- Macie zapalniczkę?
- Nie [odpowiedzieli chórkiem] - I w tym momencie podchodzi do Sandry Judy.
- Elo! - czuć było od niej papierosami. Wyglądała jakby inaczej, niż ostatnim razem, kiedy miała styczność z Sandrą. Wtedy hipisowski styl od niej aż krzyczał. Pofarbowane z rudych na strzelisty rudy kolor włosy zawsze w wysokim kucyku, różne chustki na głowie i przepaski; spodnie a'la dzwony i żywe barwy na bluzkach. Mnóstwo bransoletek- kostki, żyłki, robione własnoręcznie bransoletki z kordonka, metalowe kółka, gumowy różaniec z pielgrzymki, na której była jej siostra Angela i inne. A teraz .. ? Elegancka, z gracją i pełna kultura. No może oprócz tego swędu peta. Dziewczyna o średniej długości ciemnorudych włosach podeszła pewnym krokiem do trójki znajomych. Jasnoszara spódniczka przed kolano podkreśliła idealnie ukształtowane nogi dziewczyny (w dzwonach nie było tego widać). Biała koszulka na ramiączka, a na nią marynarka z rękawami do łokcia w kolorze spódniczki. Granatowy pasek w talii pasował do ciemnoniebieskich cieni do powiek. Zaskoczeniem dla Ans było, że Judy nie nałożyła swojej ulubionej ostro pomarańczowej pomadki (kiedyś to była jej jedyna). Za to dzisiaj na ustach gościł pudrowy róż. Kiedyś stylizowała się na taką grzeczną i niepozorną, ale po kilku zdjęciach stwierdziła, że wygląda brzydko. - Co tak stoicie jak sępy? - spytała po chwili dziewczyna zażenowana milczeniem i minami Ans, Sandry i Norberta.
- Emm.. - próbowała coś powiedzieć Ans.
- Judyta- zmieniłaś się- spostrzegł Norbert.
- Hipisko, nie musisz się starać. Nasza przyjaźń to koniec, zapamiętaj. Strój, owszem, masz stylowy, ale strój to nie wszystko. Ale skoro już się do mnie pofatygowałaś, to powiedz [Judy przerywa:]
- Sandra, ja nie przyszłam do ciebie! Po co miałabym to robić.. ?
- Em.. Bo.. yy.. Nara. [idzie w stronę damskiej WC]
- Ee.. Okeej ? Ans, mam pytanie. Jesteś dzisiaj zajęta po szkole? Tak.. 17, 18 ?
- Nie, wolna jestem. A co ?
- Pamiętasz czasy, jak mi robiłaś sesje fotograficzne?
- Aa.. Pamiętam !
- No i.. Może powtórzymy?
- Chętnie..! To będę u ciebie o 17.00.
- Oo.. Fajnie. To cześć!
- Noo Juudyyyy.... ! - wtrącił się Norbert.
- Tak?
- A ze mną nie pogadasz ?
- A mamy o czym ?
- Weźcie mnie na tę sesję.
- Ale to już będzie elegancka sesja.. Nie hipisowska..
- I tak chcę.
- Ale.. Być ze mną na zdjęciach?
- No!
- Przecież.. Sandra ci zrobi piekło jak zobaczy na zdjęciach ciebie.
- Nieważne. To mogę?
- No pewnie. Wiesz gdzie mieszkam.
- Do zobaczenia.
Ans nie mogła wyjść z podziwu:
- Co to miało być ?!
- No co?
- To.. Podoba ci się Judy?
- Hehe.. Chcę zrobić na złość Sandrze.
- Po kiego !?
- Ja już do niej nic nie czuję, a po drugie drażni mnie ta cała akcja z Hilary. To bez sensu i.. Ja lubię Hilary, a każdy wymaga ode mnie bycia wobec niej jak ostatni dupek.
- Haha! Ale jak ci ma w tym pomóc sesja z Judytą?
- Zobaczysz..
- Siema Luk! - przywitał Lukasa Klaudiusz.
- Siemasz! [przybijają tzw. żółwika]
- Jak tam leci stary?
- Źle, Karina w szpitalu.
- Jaka znowu Karina?!
- Moja dziewczyna.
- Ale żesz ją pilnował. No stary, gratulacje!
- Zamknij się!
- Spoko, stary. Zero bulwersa.
- No zero, zero. Zero! Sorka, muszę zadzwonić.
- Ok.
Wybiła 17.00. Do domu Judyty przyszła Anka. Drzwi otworzyła Judy, za nią stał Norbert. Trzymał w ręku jakąś torbę.
- Chodźcie tam na tyły działki moich dziadków. Mam śnieżny spray. W środku jesieni zrobimy zimowe zdjęcia! Nieźle, nie?
- No nieźle, nieźle.. - pochwaliła Ans.
- Więcej zamyślenia! [pstryk]
- Więcej tajemniczości! [pstryk]
- Radośniej! [pstryk]
- No nie ruszaj się! [pstryk]
- O tak! Jak kocica! [pstryk]
- Drapieżniej! [pstryk]
- Jesteś elegancka! O tak ! [pstryk] Spokojna woda! [pstryk]
- [pstryk][pstryk][pstryk] Świetnie! Norbert dawaj do niej! [pstryk] Więcej śmiechu! [pstryk] O taak! [pstryk][pstryk] Delikatniej! W oczy! Patrzcie w oczy! [pstryk] Ale Norbert, więcej elegancji! [pstryk] Oho! [pstryk][pstryk]
- Poczekaj Anka.. Zrób jeszcze takie.. [pstryk] [pstryk] [pstryk] [pstryk] [pstryk]
- Jesteś pewny ? [pstryk]
- Wystarczy na dzisiaj.. - zadecydowała Judy.. Ostatnie kilka zdjęć było zaskakujących.. Ale fajnie się pozowało.
- CO TO MA BYĆ ?! - krzyczała Sandra sprawdzając rano pocztę na facebook'u. "Norbert ********* został oznaczony na zdjęciu Judyta *****." - Mam nadzieję, że o tylko głupia zaczepka w stylu ' Lubię cię i żeby ci to pokazać oznaczę cię na zdjęciu, na którym wyszłam cuuuudownie" Otwiera. I nagle widzi owe zdjęcia..

Jak ta zołza! Jak ta łajza mogła jej to zrobić! Jej! Sandrze! Królowej korytarzy! Ona to ona.. Ale Norbert! Niee.. Będzie piekło! Jak oni mogli?! Jak mogła nie zauważyć! To niemożliwe! Nie, nieeee !!!
Jednym płynnym ruchem zamknęła laptopa, prędko wstała i chwyciła torebkę. Wyszła z mieszkania w przeciągu 1 minuty. Wściekła zadzwoniła do Judy:
- Tak słucham ?
- Ty wredna małpo! - krzyczała idąc ulicą- Perfidna, zdradziecka szmato !
- Ale kto mówi?
- Pożałujesz tego!! Rozumiesz?! Sielankowe życie się skończyło! Nie nauczyłaś się, że ze mną się nie zadziera ?!
- Ale kto mówi? Chyba jakaś pomyłka..
- Ty jesteś jakąś pomyłką! Głupia idiotka! [rozłączyła się]
Poszła do lasku zapalić. Wkurzyła się nie na żarty. Po chwili jej telefon zadzwonił- Ans.
- Czego do cholery ode mnie teraz chcesz !? Widziałam te zdjęcie i mnie zostaw w spokoju!!
- Sandra! Uspokój się!
- Łatwo mówić. Ja ją zabiję! Jak ta.. Małpa!
- Eh, pogadamy w szkole.
- Nie idę dzisiaj. Za dużo gadania będzie, nie zniosę tego.
- Czyli lepiej pokazać słabość ?
- Masz rację. Publicznie z nim zerwę!
- Wydaje mi się, że to on już wczoraj zerwał z Tobą..
- Bredzisz.. Bredzisz prawdę, moja droga.
- Do zobaczenia.
- Nara..
Wszędzie jakieś szmery, jakieś szepty, ciche śmiechy, krótkie słowa, szturchnięcia, klepnięcia. Udawała, że nie widzi, że jest wszystko okej. Ale nie było. Na klatce schodowej napotkała Norberta. Stanęła prosto i wymierzyła w niego ostrym spojrzeniem. On tego nie zauważył. Podniósł tylko dłoń i krzyknął "Siemasz". Pobiegła do łazienki. Patrzy w lustro chcąc poprawić (jak się domyślała) lekko rozmazany tusz do rzęs. Ale nie było co poprawiać. Dosłownie. Z przejęcia całą akcją wybiegła z domu nie nakładając makijażu, bo do sprawdzenia poczty nie warto było. Ubrana też była niekompletnie. Usiadła na parapecie okna i zaczęła się głośno śmiać. Nagle do łazienki wparowała ni stąd ni zowąd Wicedyrektorka szkoły.
- Panna Klukiewicz?
- Ta.. Tak.
- Proszę do gabinetu.
- Ale co się stało?
- Proszę do gabinetu!
Szła jak na skaranie boskie. Wszyscy milkli i chamsko się gapili. Ona zaś, kompletnie nie wiedziała po co ją wezwano. Czuła, że zaraz zostanie oświecona.
"Perfidna, zdradziecka szmato ! Ale kto mówi? Pożałujesz tego!! Rozumiesz?! Sielankowe życie się skończyło! Nie nauczyłaś się, że ze mną się nie zadziera?! Ale kto mówi? Chyba jakaś pomyłka. Ty jesteś jakąś pomyłką! Głupia idiotka!" - te słowa wydobyły się z dyktafonu. - Namierzono twój numer, panno.. Klukiewicz! Wiesz, że takie groźby są karalne? - Sandra była na skraju załamania, aż nagle do gabinetu wparował jej ojciec z matką:
- Sandra, tłumacz się! Co to miało być!! Teraz weźmiesz odpowiedzialność sama za siebie! Nauczysz się czegoś! - wrzeszczał na nią tata.
- Tato.. nie przy ludziach..
- Sandro.. Grozi ci, a raczej w 100% będziemy zmuszeni wydalić cię ze szkoły. - wtrącił dyrektor- Przez te groźby powinnaś iść do sądu młodzieży. Masz skończone 16 lat... [zerka w dokumenty] Ponad miesiąc temu. Dodatkowo..
- Sandro, czy ty nie wiesz, że w łazienkach są kamery? - spytała żartobliwie policjantka, zerkając na wyższego rangą kolegę, aby zobaczyć, czy może zaimponowała mu postawą- Palenie papierosów jest zabronione. Za to też są konsekwencje.
- Matko Boska! - załamała się matka i wybiegła z gabinetu, za nią mąż.
Została ich piątka: dwójka policjantów, dyrektor razem z jego zastępczynią i Sandra, Sandra Klukiewicz.
- Przyniosłam dziennik! - Weszła ponuro wychowawczyni klasy Sandry.
- Dziękujemy. Proszę coś powiedzieć o zagrożeniach Sandry.
- Jakich zagrożeniach!? - wielce zdziwiona faktem patrzyła raz to na panią wych. Irenę raz na policjanta Sandra.
- Sandro, nie jesteś świadoma, że gdyby teraz trzeba ci byłoby wystawić oceny ze wszystkich 16 przedmiotów, to z 7 miałabyś jedynki? Po prostu to cię nie dopuszczałoby do następnej klasy. Matematyka- 1, 1, 2, 2-, 1, 1, 1 i do tego 2 uwagi naganne oraz 3 nieusprawiedliwione nieobecności, 2 ucieczki. Język polski- 2, 2-, 1+, 1, 1, 1 i jedna uwaga naganna i w dodatku 6 zaznaczonych ucieczek. Język angielski- 1, 1, 1 i 2 ucieczki, jedna nieobecność nieusprawiedliwiona. WOS. Hmm.. Na WOSie nie było cię ani razu. Zaliczyłaś 5 jedynek i 7 nieobecności, których już nie da się usprawiedliwić, czyli fachowo w dzienniku powinnam już zaznaczyć ci to jako ucieczki. Mam dalej wyliczać?
- Nie.. Dziękuję, już rozumiem do czego pani dąży..
- W sumie masz 5 uwag nagannych. Za 10 jest obniżane zachowanie o jeden stopień. Masz zaznaczonych 14 ucieczek i 22 nieobecności nieusprawiedliwione. Za każde 10 nieobecności nieusprawiedliwionych zachowanie jest obniżane o jeden stopień. Ucieczki, którymi pogrzeszyłaś, są traktowane tak samo jak owe nieobecności. Podsumowując- Twoje zachowanie powinno zostać obniżone o 3 rangi, mało co brakuje do 4. Zważając na skalę zachowania obejmującego 6 poziomów, na twoje szczęście dostałabyś ocenę dobrą. Jednak dodając owe konsekwencje, o których teraz ci mówię, miałabyś ocenę naganną!! Opamiętaj się! A teraz zostawiam państwa, ciśnienie mi skoczyło..
- Dziękujemy bardzo. - pożegnał nauczycielkę dyrektor. - I co powiecie na to, mili państwo? - spojrzał na rodziców, którzy weszli razem z wychowawczynią.
- Prosimy o umieszczenie jej w poprawczaku. Jak najszybciej, zrobimy co w naszej mocy, aby dopomóc.
- Tato! Co ty gadasz?!
- Sandro, nigdy nie byłem dobrym ojcem. - "A ja dobrą matką" wtrąciła matka- Ale starałem się.. Chciałem dla ciebie jak najlepiej, lecz ty zawsze zgrywałaś niezależną. Nie mam siły bawić się z tobą przez całe życie w kotka i myszkę. Pogrywasz wszystkimi dookoła, nawet własną rodziną. Teraz patrząc na ciebie nie widzę własnej córki. Bardzo mi z tym ciężko, bo czuję się, jakbym w napadzie złości właśnie zrobił ci krzywdę. Obiecywałaś, że będziesz szczęśliwa w normalnej, publicznej szkole. Namawiałem na prywatną, uparłaś się. Widzę, że powinienem być dla ciebie mniej dobry. Ty dla mnie nigdy nie byłaś. A teraz zrobię, pierwszy raz, zrobię to, co uważam że jest dla ciebie najlepsze.
- Mądre słowa, Tato. Szkoda, że nie na osobności. I mam pytanie do państwa. Czy wyląduję w sądzie dla młodzieży, jeśli tak to kiedy i czy mogę jakoś się bronić?
- Hehe.. Hmm.. Wylądujesz tam z pewnością. Kiedy- nie umiem na to odpowiedzieć. Bronić? Wybacz za szczerość, ale nie sądzę, aby ciebie dało się uratować. Więc kup zapas melisy i staw się tam na czas.
- A może mi ktoś w końcu krótko powiedzieć, co będzie mi zarzucone?
- Jako szkoła mamy prawo - zaczęła wicedyrektorka- do posunięcia się do drastycznych kroków w wypadku takiego ucznia, jak twój przypadek.
- Proszę KRÓTKO!!
- Zostaniesz wydalona ze szkoły, poniesiesz konsekwencje za palenie papierosów w szkole oraz będziesz miała wyrok za groźby na koleżankę. A właśnie, powiedz w jakim celu obrażałaś rówieśniczkę?
- Nieważne, miałam powód, to ją powyzywałam. Należało jej się.
- Uwierz, sądu nie interesują wasze prywatne kłótnie. O ile nikt więcej na tym nie ucierpiał fizycznie. No więc? Nas w przeciwieństwie to interesuje.
- [zmierzyła wzrokiem wszystkich w sali] Wstawiła na Facebook'a zdjęcie, na którym całuje się z moim chłopakiem.
- Hahahahahaha! - wszyscy wybuchli wielkim śmiechem.
- Wychodzę! - Lecz w drzwiach ledwo co nie weszła na matkę Judyty, za którą stała sama ona, Judyta oraz psycholożka. Judy ubrana mniej elegancko niż wczoraj, bo ubrana w granatowe jeansy, białą podkoszulkę i szaro-granatowy sweterek, wyglądała całkiem normalnie.
- Nie idziesz nigdzie, moja droga. Ja i moja córka żądamy wyjaśnień.
- Nie będę już o tym mówić. Szczególnie, gdy w tym pokoju jest ta SZMATA!! To ja idę!
- Sandro, Judyto.. Sprawa jest co prawda błaha, ale zamieszanie ogromne. Ale taką błahostkę wypadałoby wyjaśnić. - wpadła na pomysł policjantka.- Pani psycholog, proszę je zaprowadzić do bezpiecznego pokoju, gdzie będą same, proszę?
- Dobrze.
- Nie idę! Nie będę się przed tą małpą kładła!
Ale i tak po 5 minutach wylądowały w pustym pomieszczeniu. Tylko we dwie. Ona i ona. Sandra i Judyta. One i nic.
- Zdziro..
- Ale o co ci chodzi?
- O co mi chodzi? O co MI chodzi ?! Jak śmiałaś. Miałam cię kiedyś za przyjaciółkę, a ty..
- Sama mnie perfidnie spławiłaś ze swojego życia, więc nie do mnie żal, że kiedyś byłam. Twoja wina. Ale o co ci chodzi konkretnie teraz.
- O zdjęcie, s*ko.
- Jak.. Aa.. too.. To zdjęcie.
- Braaawoooo! Zdradziecka małpo!
- Przecież.. Boże, co ci to wadzi?!
- CO?! Wstawiasz zdjęcie jak całujesz się z moim chłopakiem!!
- Twoim chłopakiem? Wy nie jesteście "parą", między wami nie ma nic. Chodzicie dla sławy i szpanu.
- Co proszę?! O niee! [próbuje uderzyć Judy w twarz, ale przewraca się, gdyż próbowała biec i zamachnąć się na szpilkach]
- I na co ci to było? Krwawisz..
- Zamknij się! Ała..!
- Haloo! Niech ktoś otworzy te drzwi!! - krzyczała Judyta chcąc jakoś pomóc poszkodowanej. Aż w końcu ktoś się odezwał: "Co się dzieje?" - Sandra krwawi, znajdź panią psycholog, żeby przyszła i pomogła, do jasnej ciasnej!!
Minęło 12 minut zanim policjantka otworzyła drzwi. Sandra przez ten czas uderzyła się jeszcze raz o ścianę, i straciła przytomność. Policjantka zaraz po wejściu oblała dziewczynę wodą i ta odzyskała przytomność. Policjant wyniósł ją mokrą, ranną i nieumalowaną na rękach, a wokół drzwi stały chmary ludzi gapiących się. I znowu będą ploty. Za chwilę z pomieszczenia wyszła Judyta i nagle wszyscy zamilkli. Najwidoczniej już widzieli owe zdjęcie. To oznacza jedno- będą wnerwiające ploty, oj będą będą. Najgorsze, że głównie na niekorzyść Judyty. Bo kto uwierzy, że Sandra sama się tak urządziła?
