niedziela, 22 maja 2011

14. Cieszyć się czyimś szczęściem- desperacja ?

- Napijesz się herbaty?
- Nie, dziękuję.
- Zaraz zawołam Monikę.
- Nie, nie męcz jej Paweł.
- Oj, Hilary. To tylko przeziębienie.
- Ale jak nie będzie się męczyć szybciej wyzdrowieje.
- Taa.. [szeptem:] Zdrowieć to ona nie ma z czego..
- Co? Paweł, słyszałam. O co ci chodzi?
- Eh.. Ona wcale nie jest chora. Wczoraj na ostatniej lekcji mieliście mieć jakiś sprawdzian, na który nie umiała. Rozumiesz?
- Aa.. Na prawdę?! Przełożyliśmy..
- To się ucieszy. Monika! (Nie mam siły, daj mi spokój!) Hilary przyszła! (Mam drgawki, niech przyjdzie do mnie do pokoju!) Ale oboje tutaj wiemy, że nie jesteś chora, przyjdź żesz!
- Cześć.. Hilary.. Ja na prawdę się przejmuję ocenami.. Sorry, że cię okłamałam.
- Nie dramatyzuj! Nic się nie stało! Przyniosłabym ci zeszyt, bo przełożyliśmy sprawdzian z fizyki. Ale ja nie robię notatek.
- No tak.
- Przepraszam, koleżanka do mnie dzwoni. Halo?


- Hej.. Tu Karina.
- Hay!
- Masz wolne popołudnie?
- Umm.. Sure..
- Ok.. Może się spotkamy w parku?
- Ok, to tak o 14.00?
- Pasuje.
- Ale..
- Tak?
- Same?
- Tak. Same.
- Ok, to czekaj, która teraz jest hour?
- Ee.. 13.27.
- Ok, to do zobaczenia.
- Paa!

- Wybaczcie, muszę lecieć..
- Ou.. Tak szybko? Herbaty się nie napijesz? - mówił zmartwiony Paweł
- Wybacz.. Ważna sprawa..
- U mnie.. To znaczy- u nas, byłaś najpierw. Co to za ważna sprawa mogła się nagle narodzić?
- Ważna.
- Dobrze, skoro musisz... To idź. [całuje Hi w czoło]
- Na razie.. [wewnętrzna euforia Hilary]

Na ławce w parku siedziała zamyślona Karina, trochę jakby smutna..

- Hello kochanie.. - przywitała się Hilary
- Hej..
- Coś jakaś smutna jesteś?
- Nie..
- Jak nie?
- Spójrz.. - i pokazała jej pierścionek, który miała na palcu lewej dłoni. Był przepiękny, a co ważniejsze.. Prawdziwy szlachetny kamień, a nie rynkówka.
- Beautiful.. From Lukas?
- Tak.. Byliśmy na spacerze..
- Ale chodzicie?
- No tak..
- Szczęściara..
- Czemu? Mówiłaś, że nie obchodzi cię miłość..
- Kiedy?
- Jak się pierwszy raz spotkałyśmy..
- Aa.. Bo w Polsce.. Tu są tacy fajni.. A czasem nawet ładni.. W Dallas.. sami debile..
- Wiesz..
- Mm?
- Robiliśmy sobie zdjęcia.. I doszliśmy do wniosku.. że wyglądam, jakbym była od niego starsza..
- I co z tego? Przestał się tobą interesować?
- Co? Nic z tych rzeczy! Haha! Głupia, nie.. Chciałabym.. się odmłodnić trochę..
- No to po pierwsze fryzura! Znam świetnego fryzjera, czesał mnie na konkurs!
- Oo, to chętnie się do niego przejdę.
- Po drugie.. Make-up!
- Ok.. Ale że delikatniej?
- Przeciwnie.
- Aha.. Nie chcę wyglądać jak wymalowana pusta lala..
- Nie będziesz. Czekaj, kiedy się z Lukasem spotykasz?
- Nie wiem..
- Zaczynamy twoją przemianę dzisiaj?
- Można.
- To dzwonię do Pawła.
- Kto to?
- Ten fryzjer.
- Aha, ok.
- Halo? No hej, to ja. Mam sprawę. Przestań! Masz wolną chwilę? Ok, dobra. Nie ja, koleżanka. Tak tamta. Sam będziesz musiał.. Ok. Aha. No dobra, rozumiem. Bye. Za pół godziny ma lukę, to ci zrobi fryz.
- Ok.. Boję się.
- Nie ma czego.
- A jak Lukasowi, się nie spodoba?
- Włosy odrosną, makijaż się zmywa, a tak w ogóle to on cię poprosił bo poleciał na wygląd czy osobowość?
- Nie wiem..
- God..
- No co?
- Nic. Co tam więcej u ciebie?
- Nic więcej.. Od rana jestem na dworzu.. Lukas przyszedł po mnie z rana..
- Cieszę się twoim szczęściem..
- Wyglądasz jak desperatka..
- Bo mi się wali życie, ale nic..
- Co jest?
- Straciłam przyjaciela.. Najlepszego.
- Jak? Już sobie najlepszego przyjaciela znalazłaś? Przez miesiąc?
- Kari! Ja tu mieszkałam kiedyś, jak byłam mała! On był jedyny, z którym rozmawiałam.. Wiele nas łączy.. łączyło.
- Ale się skończyło?
- Boleśnie.
- Jakoś to będzie.. [chwila ciszy] Lukas wysłał esa!
- Pff.. ("To ja tutaj powstrzymuję się od ryku z płaczem, a dla ciebie teraz jest tylko Lukasek ?!'- pomyślała)
- Mówi, że jutro po mnie przyjdzie o 12.00.. Ale ja mam szczęście..
- Tak, masz kurde, a teraz idziemy do tego fryzjera i pokażę ci jak masz się malować.
- Co ty taka jakaś zdenerwowana?
- Nie jestem, chodź!
- Dobra..
- Chwila, ktoś do mnie dzwoni.. Halo? Kto mówi ?! Aa.. ty! Nie.. No, no! No pewnie, że.. Chcę! Ale jutro? Ok.. Nie, no nie ma problemu. Jasne. Ehe.. Nie. No coś ty! Haha! Dobra, dobra.. ! Nie wciskaj kitów. Że niby ja ?! Pff.. Nie ja.. Aha. Ok. To do jutra. Baaj.
- Kto dzwonił?
- Kolega, nie znasz.
- A może?
- Nie, nie znasz. Na pewno nie twój Lukasek. [z sykiem]
- Nawet by mi do głowy nie przyszło, żebyś chciała mi go odbić.
- Czemu? Jakbym się postarała.. Hehe..
- Przestań! Normalnie jakbym Sandrę słyszała..
- A ty z nią rozmawiasz?
- Raczej.. Rozmawiałam. Ale nie gadajmy o tym..
- Czy ja czegoś nie wiem?
- Nie wiesz, znamy się miesiąc. Mam już swój życiorys, nie urodziłam się wczoraj.
- No to mów.
- To są moje osobiste sprawy. Nie muszę ci wszystkiego opowiadać przecież.
- Przyjaźniłaś się z Sandrą?
- Nieważne!
- Na takich rozmowach daleko nie zajedziemy.
- Fajnie. Nie mam zamiaru przywoływać sobie tych czasów. Chcę cieszyć się teraźniejszością.
- Taa.. Masz chłopaka i nic innego nie jest ważne.
- A żebyś wiedziała! Gdzie ten fryzjer?
- Tam za rogiem zaraz.
- A wracając do Sandry, chodzą plotki, że się pogodziłyście.
- Że jak? Plotki to zawsze są plotki. Kłamstwa. Ona jest tak zepsuta, nigdy nie przestanie się mnie czepiać o byle co.
- Nie znasz jej.. W sumie, mogło jej się spodobać, że zamiast ty wystąpić na bis na konkursie, poszłaś pozwalając jej zaśpiewać drugi raz.
- Może. Mam to gdzieś. To tutaj, bądź miła dla Pawła.
- Ok.. Dzień dobry!
- Witam panie.. ! -przywitał je Paweł
- Tsaa.. Masz zrobić jej fajny fryz. Chce wyglądać młodziej..
- Oj... Ale z czego mam cię odmładzać?
- Ale pan.. Jest uprzejmy.
- Mam to w naturze.
- Khe! Khe! - wtrąciła Hi.

Paweł zrobił Karinie ładną fryzurę, pogadali, pośmiali się i dziewczyny poszły.

- Masz tutaj.. Kredka, cienie, pomadka, puder.. Eii! Sprawdź czy puder nie za jasny!
- Za jasny..
- To masz ten.
- Idealny. Dzięki.
- Spoko.
- I jutro zobaczysz, będzie pięknie..
- Smutna jesteś?- zaciekawiła się Karina
- Nie.. wcale.. Tak jakoś, zmęczona jestem.
- Okej.. Ja już lecę, paa!
- Bye.




Następnego dnia o 12.00 w mieszkaniu Kariny rozległ się dźwięk dzwonka. Otworzyła mama, Krystyna:

- Kto ty?
- Ja do.. Do Kariny przyszedłem..
- Karina! Kim on jest ?!
- Oum.. Mamo.. To jest Lukas.
- Aha, jestem mamą Kariny, witam.
- Miło mi- odpowiedział Lukas
- Lukas to mój chłopak.. - dopowiedziała dziewczyna
- Słucham ??!! Chłopcze, poczekaj chwilkę. Ona zaraz przyjdzie. Karina.. [ciszej] do kuchni chodź na chwilę.

- Czemu ja nic o tym nie wiem?
- Chciałam ci powiedzieć później..
- I co? Każdego chłopaka tak ukrywasz przede mną?!
- Nie.. To mój pierwszy chłopak..
- Ehe.. Na pewno. Jak długo się znacie?
- 3 miesiące..
- Aha.. To miałaś koleżanko czas, aby mi o tym powiedzieć! Czuję się urażona, wiesz?!
- Jestem z nim od wczoraj! A w ogóle.. Nigdy nie byłaś osobą, której od razu się zwierzam! Na razie, idę.

- Już.. Mama jak zwykle.. Chciała, abym jej to jeszcze raz powiedziała..
- Nie szkodzi.. [łapie za dłoń] Ale.. Jej! Jak ty pięknie wyglądasz! Miałaś czas na taką zmianę?!
- Dziękuję.. Widocznie miałam..
- Cudowna jesteś..
- Dziękuję...


- Kari.. ?
- Tak.. ?
- To nie prawda, że..
- Że?
- Że zgodziłaś się tylko z .. litości? Nie wiem, jak to trafniej nazwać..
- Nie prawda.. !
- Bo wiesz..
- Nie ma o czym mówić.. To było szczere..
- Okej.. Nie ma tematu.. 
- To o czym teraz myślisz.. ?
- Nie wiem.. Udaję, że myślę..
- Aha..
- Niezręcznie jakoś..
- No jakoś tak.. Drętwo.. Zimno jest w ogóle jakoś..
- Masz moją bluzę..
- Nie chcę.. !
- Ou..! Przepraszam..
- Nie, to ja przepraszam.. Wybacz, muszę.. Muszę iść..
- Już?
- Muszę.. Pa..
- Do zobaczenia..

Zdążyła zrobić 10 kroków i już stała przy przejściu. Nie rozejrzała się, ulica była i tak pusta, więc ruszyła przed siebie myśląc o życiu i o tym jakie jest okrutne. W tym samym momencie zza rogu wyjechał z ogromną prędkością motocykl. Karina była zbyt zamyślona, aby go zauważyć i nadal szła swawolnie przez pasy. W tym czasie motocyklista wpadł w panikę na widok jej osoby i zaczął próbować skręcić jakoś, zatrzymać się! Na marne, ciągle jechał do przodu z wielkim impetem i 2 metry przed pasami zaczął przekręcać motor na bok. Rozległ się ogłuszający pisk i dopiero Karina pomyślała, że ten motor jest dla niej zagrożeniem. Gdyby tylko te 5 sekund wcześniej to zrobiła.. Rozległ się dźwięk mrożący krew w żyłach.. Szybko przybiegł Lukas niewiedzący wcześniej o motocykliście. Gdy zobaczył co miało miejsce zaniemówił i stał nieruchomo.. Z transu wybudził go widok nasiąkającego krwią kawałkiem asfaltu, na który upadła Karina. Była ona przyciśnięta do ziemi przez motor, od którego poodłamywały się niektóre fragmenty konstrukcji pojazdu. Dziewczyna uderzyła głową o ziemię i w sekundę straciła przytomność. Motocyklista leżał metr obok. Był przytomny. Miał jedynie pęknięty kask i delikatnie krew mu leciała ze skroni. Miał też skaleczoną od butelki na chodniku nogę, strasznie krwawiła.
Lukas po chwili zawiadomił pogotowie, które było na miejscu po 2 minutach. Za pół godziny na szpitalnym korytarzu siedzieli przejęci mama i Lukas, a 20 minutach dołączyła Hilary.

- Dzień dobry, cześć, gdzie Karina?- podeszła Hi
- Na tamtej sali.. Robią prześwietlenie. - wytłumaczył Lukas, gdyż matka Kariny była zbyt zapłakana i zmartwiona, żeby nawet spojrzeć na dziewczynę.
- To wszystko twoja wina! - odrzekła pani Krystyna, mama.
- Ja wcale.. Ale.. Ja.. eh.. - poddał się chłopak
- Lukas, chodź na chwilkę.. - kiwnęła głową Hilary- Jak to się stało ?
- Zaszedłem po nią, mieliśmy iść na spacer, ale no jakoś tak.. Nie było o czym gadać, to powiedziała, że ma ważną sprawę, wstała i poszła.. Nie zauważyła na przejściu jadącego motocyklu.. No i stało się.
- Rozmawiałeś już z nią?
- Straciła przytomność, ale się potem obudziła. Chwilę pogadaliśmy i niestety.. Jak mówiła jakiegoś głupoty to wyprosili mnie i zabrali ją do tamtego pomieszczenia.
- Co mówiła?
- Nieważne. Nasze sprawy.
- Jestem jej powiedzmy przyjaciółką!
- A ja jestem jej.. powiedzmy chłopakiem.
- Powiedzmy? Ja tak powiedziałam, bo znamy się od miesiąca..
- Heh, to ciekawie.
- Taa.. Dawno ją zabrali?
- 15 minut temu.
- Na długo?
- A bo ja wiem? Nie wiem, nic nie wiem, poddaję się.. To za trudne. Idę stąd.
- Mam przekazać coś Karinie od ciebie?
- Nie. Powiedz tylko, że przyjdę jutro.
- Jasne. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz